Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Cookies".
BVB Champion 2010 / 2011

Dortmundu sen o Lidze Mistrzów

10 kwietnia, 2013, 17:25 przez Michał

Kiedyś Gary Lineker – legendarny napastnik z Wysp Brytyjskich stwierdził, że piłka nożna to taka gra, w której 22 facetów biega za piłką, a wygrywają i tak Niemcy. Po wczorajszym wieczorze świetnie go rozumiemy, bowiem wydarzenia Dortmundu są najlepszą ilustracją powyższego poglądu. Z tą tylko różnicą, że sytuację trzeba przełożyć z futbolu narodowego na ten klubowy. Ale poza tym wszystko się zgadza.


Napisać suchą relację z tego meczu, to jak nic nie napisać. Komentując tego typu widowiska serce wygrywa z rozumem. I to bez względu na to komu i czy w ogóle komuś się kibicuje. Dzieje się tak dlatego, że wczoraj na płycie boiska wygrało serce, a nie rozum. To co się wydarzyło, przeczy prawom fizyki. Zgadujemy, że piłkarze Borussii po końcowym gwizdku nie odczuwali nawet grawitacji. Po prostu odlecieli.

Zebrani na Westfalenstadion nie mieli przed meczem problemu ze wskazaniem faworyta. Również w oczach ekspertów zwycięzca mógł być tylko jeden. Choć w pierwszym meczu w Maladze padł bezbramkowy remis, to przebieg gry wskazywał na sporo przewagę drużyny z Westfalii.

Niestety wszystkie przewidywania szybko wzięły w łeb. Bramka Joaquina w 25 minucie mocno komplikowała położenie Borussii. Potrzebne były dwie bramki. Gol Lewandowskiego po genialnym wręcz zagraniu Marco Reusa dawał piłkarzom z Niemiec nadzieję na awans.

Rozpaczliwa pogoń za wyrównaniem skończyła się źle. W 81 minucie wprowadzony na boisko osiem minut wcześniej Eliseu dał prowadzenie Maladze. Co prawda, strzelec był na pozycji spalonej, nie miało to jednak żadnego znaczenia.

Zegar tykał. 10 minut przy genialnej postawie Caballero brzmiał dla Borussii jak wyrok. Zrezygnowani kibice z wolna opuszczali stadion. I wtedy stał się cud.

To był już doliczony czas gry. Magiczne kilkadziesiąt sekund, które odmieniły los dwóch drużyn, zmieniając diametralnie ich położenie na huśtawce nastrojów. Najpierw Reus, później Augusto. Ostatnia bramka wpadła również po spalonym. Malaga zapowiedziała złożenie protestu. Zapewne dyskusja o błędach sędziowskich potrwa jeszcze trochę.

Nie zmienia to jednak tego, że ten mecz przejdzie do historii i jednym tchem będzie wymieniany obok legendarnych finałów Ligi Mistrzów, w których w podobnej dramaturgii Manchester United pokonywał Bayern, a Liverpool po karnych zwyciężał włoski Milan.

Cieszymy się tym bardziej, że swoją cegiełkę w budowaniu tego pomnika dołożyli także nasi rodacy. Serdecznie im gratulujemy.

Źródło obrazu tytułowego: lost cup by Peter Fuchs, on Flickr

Komentarze:

2012-2017 Polacyde™ - Wszelkie prawa zastrzeżone